Czerwone życie „Czerwonych Dziewczyn” Kazuki Sakuraba
Japonia to daleki kraj ze wspaniałą, wielowiekową historią i kulturą. Naród, który od dawien dawna miał swoje państwo, władców, tradycje, tak odmienne od tych naszych, polskich czy europejskich. Gdy byłam młodsza niemal nałogowo sięgałam po wszystko, co chociaż zahaczało o Japonię, o jej jakikolwiek skrawek. Bardzo żałuje że mój zapał trochę ostygł, a dopiero bestseller Kazuki Sakuraba przypomniał mi o mojej dawnej pasji.
Cała historia Czerwonych dziewczyn rozpoczyna się od Manyô, która została porzucona w japońskiej wiosce Benimidori, jej prawdziwa rodzina, lud, który od dawna mieszkał w górach. Mała dziewczynka została przygarnięta przez młode małżeństwo, a jej nowy ojciec pracował w wielkiej fabryce rodziny Akakuchibów. Manyô od najmłodszych lat była wytykana palcami z powodu jej odmiennego wyglądu i nikt nie spodziewał się, że zostanie głową rodziny, która daje pracę niemal wszystkim mieszkańcom wioski. Jej córka, Kemari, która tak bardzo różnić będzie się od matki, przyłączy się do gangu motocyklowego, a jej życie potoczy się bardzo niespodziewanie. Toko, wnuczka Manyô, ostatnia przedstawicielka rodu opowie nam całą historię, cofając się do czasów młodości jej babki, która na łożu śmierci wyzna, że kogoś zabiła.
Uwielbiam sagi rodzinne, mam do nich ogromną słabość, ale jeszcze nigdy nie czytałam takiej ,której akcja osadzona by była w Japonii. Inna kultura, język, historia, inne przywary mieszkańców, inne wierzenia. To wszystko spowodowało że podczas lektury książki nie raz miałam na szyi dreszcze – wszystko było tak egzotyczne, obce i nieznane, że nie mogłam wędrować poprzez tę lekturę spokojnie. Czerwone dziewczyny spędziły mi sen z powiem i przyprawiły o szybsze bicie serca.
Główne bohaterki, trzy przedstawicielki rodu Akakuchibów to postacie wyraziste, dobrze skonstruowane i zadziwiające. Wychowana w niemal tych samych czasach co bohaterowie naszych sag rodzinnych, ale jednocześnie zupełnie odmiennych. Przedstawiały trochę inne wartości, spoglądały na świat inaczej. Każda z nich walczyła ze światem i starała się odnaleźć swoją słuszną drogę wędrówki przez życie. Jedna z nich była cicha, inna impulsywna, wybuchowa, a trzecia dopiero musiała poradzić sobie ze swoimi myślami i charakterem. Tło obyczajowo-społeczne również zasługuje na duży plus. Autorka starała się w dość prostych słowach zawrzeć niemal wszystkie fakty i czytelnikowi, który jest laikiem, zbudować odpowiednią bazę, aby mógł bardziej wczuć się w klimat, i jeszcze bardziej zżyć się z bohaterami. Poznajemy historię nie tyle całej Japonii, co jednej z prowincji, której też nie ominęły zmiany związane ze zbrojeniem, głodem, zimną wojną czy XXI – m wiekiem. Obserwowanie tego oczami Toko, a także dwóch pozostałych bohaterek było ekscytujące. Na oczach czytelnika, niemal jak w przyśpieszonym tempie, budowały się wioski, małe domki, sklepiki, które zmieniały się w blokowiska i centra handlowe. Powieść obejmuje ramy czasowe od roku 1952 do 2000 roku, więc niemal pół wieku, który był bardzo dynamiczny. To czas, kiedy dawne legendy odchodziły w zapomnienie, a zastępowały je nowe maszyny i wynalazki, które miały ułatwić życie.
W tej powieści spotkamy wiele – miłość, przyjaźń, ukryte pragnienia i uczucia, smutek i żal, samotność w domu pełnym ludzi, strach, ale i radość, żałobę i niewyobrażalny ból. Czerwone dziewczyny są wręcz wyładowane emocjami, które bombardują czytelnika na każdej stronie, z jednej strony nie dając chociaż na chwilę oderwać się od lektury, a z drugiej wymagają od nas chwili przerwy na wzięcie kilku głębokich wdechów.
Czerwone dziewczyny to powieść, od której nie można się oderwać. Autorka porywa czytelnika do innego, niemal magicznego świata, w który wsiąkamy niemal całym sobą. Podczas lektury można wziąć głębszy wdech, aby poczuć się jak w Japonii; znaleźć się w Czerwonym Domu rodziny Akakuchibów, i towarzyszyć każdej bohaterce w jej dorastaniu, klęskach i sukcesach. W chwilach smutnych i tragicznych, ale także w chwilach szczęścia.
Chciałabym tez zwrócić uwagę na pracę tłumacza, pana Łukasza Małeckiego, który włożył w pracę nad tą powieścią dużo pracy, bez której dzieło Kazuki Sakuraby nie zaskarbiłoby miejsca w moim czytelniczym serduchu.
Premiera Czerwonych Dziewczyn będzie miała miejsce 27 kwietnia.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuje Wydawnictwu Literackiemu!
Mnie takie historie raczej za bardzo nie przyciągają, aczkolwiek skoro naprawdę ją chwalisz, to może kiedyś zdecyduję się po nią sięgnąć 🙂
Myślałam nad tą książką, ale jakoś nie trafia chyba w moje zainteresowania 🙂
A "Ulicę tysiąca kwiatów" znasz? Co prawda czytałam tę książkę dawno temu, ale pamiętam, że wtedy bardzo mi się podobała. 🙂
Ja właśnie czekam na swój egzemplarz i nie mogę się już doczekać lektury! W szczególności, że Japonia – inna kultura, mentalność, wierzenia. Uwielbiam taką tematykę 🙂
Wiele dobrego czytałam o tej historii, więc nie mogę się już doczekać kiedy sama będę mogła zabrać się za lekturę 🙂
Z niecierpliwością czekam na premierę. Wyczuwam kawał dobrej książki 🙂
Muszę zacząć od tego, że jak nie było mnie w blogosferze jakieś 2 tygodnie, to wiele się zmieniło: widzę nowy szablon, bardzo ładny zresztą 🙂
I ja chętnie sięgnęłabym po tę książkę. Do tej pory nie ciekawiła mnie Japonia, ale w tym przypadku zrobiłabym wyjątek. Intryguje mnie opowieść o kobiecie odmiennej od reszty rodziny, a już wzmianka o zabiciu kogoś przesądziła sprawę (moje klimaty) 🙂
Już nie mogę doczekać się spotkania z tą książką, jej magiczności i intensywnych emocji, mam nadzieję, że i mnie bardzo porwie. 🙂
Bookendorfina
Interesuję się troszeczkę Japonią, tak że ta książka od razu, gdy tylko zobaczyłam ją w nowościach, wzbudziła moje zainteresowanie. Widzę, że warto, i to bardzo, tak więc będę jej wypatrywać i może się skuszę. 😀
Uwielbiam sagi, także ta książka jest na mojej liście planów czytelniczych 🙂
Książeczka ma do mnie przyjść, więc na pewno przeczytam. Jestem nią zaintrygowana 🙂